Kiedy Jarosław Kaczyński uzurpował sobie i swojemu tragicznie zmarłemu bratu wyłączną odpowiedzialność za sukces porozumień sierpniowych, trudno było pozostać obojętnym. Przez długi czas wypowiedzi prezesa traktowane były z przymrużeniem oka, przez pryzmat tragedii. Pora jednak, by otrząsnął się z maligny i wziął odpowiedzialność za swoje słowa. Słowa, które krzywdzą i ranią. Słowa, które absurdalnie wręcz rozmijają się z rzeczywistością. Czy Jarosław Kaczyński sam robi sobie krzywdę – jego wybór. Nic jednak nie daje mu prawa szargać pamięci i godności Lecha. I to właśnie wypomniała mu Henryka Krzywonos, dzisiaj bohaterka wszystkich mediów. Niegdyś – jedna z sygnatariuszek sierpniowych porozumień. Kobieta, która – zatrzymując tramwaj – poruszyła strajk, jak się dzisiaj upraszcza.
Wystąpienie Henryki Krzywonos było konieczne tak, jak prezesowi PiS należał się kubeł zimnej wody. Wiele rzeczy można powiedzieć, ale nie można przekłamywać historii tak bliskiej i tak ważnej dla wszystkich Polaków. Swoimi słowami Jarosław Kaczyński daleko przekroczył granicę nie tyle przyzwoitości, co wręcz moralności. Nie jest pierwszym, któremu polityka zrobiła wodę z mózgu. Szkoda tylko, że we własne gierki wciąga pamięć o bratu. Prezydencie, który – choć, fakt faktem, mizerny – pozostał w pamięci jako “mniejsze z dwojga złego”. Prezydencie, prawdziwym patriocie, czego nikt, nawet najbardziej zagorzały przeciwnik, Lechowi Kaczyńskiemu nie mógłby odmówić.
Znamienne, że Henryce Krzywonos – abstrahując już od tego, co w rzeczywistości powiedziała – wystąpienia gratulowali nie tylko politycy Platformy Obywatelskiej, SLD i pomniejszych partii, ale także politycy Prawa i Sprawiedliwości. To obrazuje, jak mocno dzisiaj różnią się od siebie cele partii i prezesa Kaczyńskiego.
Polska nie jest jednakże krajem, w którym białe kiedykolwiek jest rzeczywiście białe, a czarne – czarne, jak przekonywał niegdyś sam Jarosław. Także i krystalicznie czysty wydźwięk wystąpienia Krzywonos drażni jedna skaza – zbiegło się ono w czasie z debiutem rynkowym poświęconej jej książki “Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos”. Choć słowom działaczki nie sposób odmówić racji, powątpiewać można, czy rzeczywiście była to wyłącznie spontaniczna reakcja czy też raczej wyrachowana – ale, sama w sobie, genialna – akcja marketingowa.
