I znowu Sylwester

I znowu Sylwester

I znowu Sylwester

No i mamy Sylwestra czyli obowiązek dobrej zabawy niezależnie od okoliczności. Ja po raz trzeci z rzędu nigdzie się nie ruszam, zostaję w domu, robimy koreczki i oglądamy Beatę Kozidrak, która z pewnością będzie pokazywana na każdym kanale w telewizji jak co roku. Bogu niech będą dzięki za koniec świątecznego obżarstwa. Moja wątroba jeszcze cierpi…

Ostatnim razem pisałem o tzw. “marketingu szeptanym”. Spróbowałem i efekt naprawdę mizerny. Za te same pieniądze można mieć więcej i, co ważne, bardziej wartościowych wejść na stronę z Google AdWrods. Może trafiłem po prostu na ludzi, którzy do tematu podeszli mało efektywnie. Nie wiem, ale chyba nie chce mi się w to bawić.

Ponieważ mamy koniec roku wszyscy albo podsumowują rok mijający, albo snują plany i postanowienia na rok przyszły. Ja rok 2009 mogę zaliczyć do udanych zarówno pod względem osobistym jak i zawodowym. W końcu jestem “na swoim” o czym od zawsze marzyłem. Pracy jest więcej, ale wykonuję ją chętniej bo ze świadomością, że robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Powiem szczerze, że za żadne skarby nie zdecydowałbym się dziś pójść do pracy dla kogoś. Jasne, zalewa mnie krew na myśl o podatkach (jakoś mniej boli gdy są potrącane z pensji niż gdy “fizycznie” trzeba je zapłacić), ZUSie, biurokracji i innych miłych sprawach umilających życie polskim “przedsiębiorcom”, ale biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, ja wybieram jednak drogę samozatrudnienia.

W 2010 roku życzyłbym sobie mniej historii i zjawisk wyprowadzających mnie z równowagi, czyli mniej ludzkiej głupoty, zawiści i kombinatorstwa. Obawiam się jednak, że są to życzenia mało realne. Cóż, czas pokaże… Tymczasem obserwując naszą smutną, polską rzeczywistość coraz poważniej myślę o zmianie obywatelstwa (najchętniej nie byłbym obywatelem żadnego kraju, ale tak to chyba trudno). Może zostanę Cypryjczykiem?

W ostatnich dniach najbardziej śmieszy mnie duma naszych władz z polskiego wzrostu PKB, gdy wszystkie inne kraje notują spore spadki. Pan Premier między wierszami, a czasem wręcz całkiem otwarcie przypisuje ten stan rzeczy sobie i swojemu rządowi, podczas gdy w rzeczywistości jedyna jego zasługo to to, że nie zrobiono NIC. Okazuje się, że jeśli nie ingerować w gospodarkę to ona sama doskonale sobie poradzi i to jest wspaniała nauka dla panów i pań w sejmie i rządzie, z której oczywiście nie wyciągną oni zupełnie niczego. Z dwojga złego to już wolę permanentne poszukiwanie esbeków niż mieszanie się naszej polityki w mechanizmy rynkowe… I tym miłym akcentem kończę blogowanie w 2009 roku, życząc wszystkim moim dwóm czytelnikom szczęśliwego Nowego Roku!

Comments are closed.