Koniec Osamy Bin Ladena?

1 maja obiegła cały świat wiadomość o śmierci Osamy Bin Ladena. I jak całe to zdarzenie wydaje się być zrozumiałe i stanowi efekt wcześniejszych posunięć i decyzji podejmowanych przez przywódcę Al- Kaidy, tak szokuje mnie radość i euforia okazywana zarówno przez obywateli Ameryki, jak i całą tzw. zachodnią cywilizację. Cywilizację podobno chrześcijańską.

Odnoszę wrażenie, że co niektórzy nie widzą, iż zabicie Osamy zrobiło z niego męczennika. Ameryka triumfuje, notowania Obamy idą w górę, a Osamę bin Ladena już okrzyknięto świętym bojownikiem o wolność islamu. Osoba Bin Ladena przez najbliższe dziesięciolecia będzie wzorem do naśladowania dla młodych ludzi, którzy trafią w „ręce” radykałów. Eksterniści będą wykorzystywać jego śmierć do nakręcania spirali nienawiści i przemocy wobec wszystkich, którzy nie żyją według praw zawartych w Koranie. Myślę, że wraz ze śmiercią przywódcy Al–Kaidy nie zakończy się dżihad. On dopiero teraz nabierze mocy.

Trwające od poniedziałku protesty w Pakistanie nie nastrajają zbyt optymistycznie. Po śmierci bin Ladena wzrosła fala antyamerykańskich nastrojów w Pakistanie. Jak podają dane 80 proc. Pakistańczyków uważa, że zabicie przywódcy Al – Kaidy było elementem wojny Ameryki przeciwko światu islamskiemu. Dodatkowo zawieruchy w Egipcie i Libii będą sprzyjały wykorzystywaniu wszelkich sytuacji do dokonywania ataków terrorystycznych i napaści na niewiernych. W piątek, w Filipinach odbył się marsz antyamerykański.

Może lepszym rozwiązaniem byłoby ujęcie Bin Ladena żywego, ale teraz to można już sobie tylko gdybać…

Comments are closed.