Ostatnimi czasy zmuszony zostałem do poważnego podejścia do tematu pozycjonowania stron internetowych. Zajmuję się tym od prawie roku i jeśli wziąć pod uwagę wiek branży, myślę że wiem już sporo. A im więcej się dowiaduję tym bardziej jestem zadziwiony jak bardzo ludzie potrafią zepsuć wszystko co dobre. Liczy się tylko doraźna korzyść i zysk.
————
WARTO PRZECZYTAĆ
Biografia Julie Benz, doskonałej aktorki znanej przede wszystkim ze świetnej roli Rity Bennet w serialu Dexter.
Wakacje w Bułgarii? Musisz zobaczyć Płowdiw, drugie co do wielkości miasto w Bułgarii o niebywale bogatej ofercie dla turystów. Naprawdę jest tu co oglądać.
————
Wszystko zaczęło się od tego, że ktoś odkrył, że w algorytmie Google decydującym o pozycji danej strony w wynikach wyszukiwania największe znaczenie mają dwie rzeczy: liczba linków do tej strony na innych stronach www oraz tzw. “tekst zakotwiczenia” czyli tekst, który “linkuje” do danej strony. Przykładowo, jeżeli chcemy aby nasza strona pojawiała się wysoko w wynikach wyszukiwania na frazę “Dexter” musimy zadbać aby na jak największej ilości stron pojawił się taki link: Dexter. No właśnie, “musimy zadbać”… Teoria była taka, że jeżeli dana strona jest wartościowa i rzeczywiście zawiera cenne informacje na temat naszego przykładowego Dextera (chodzi o serial, który uwielbiam), wtedy właściciele innych stron to docenią i zamieszczą u siebie link. Okazuje się jednak, że teoria z praktyką bardzo się rozjechały. Algorytm został odkryty (oczywiście nie w całości, ale główne założenie jest powszechnie znane) i zaczęło się ogólne kombinowanie. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać strony, których jedynym zadaniem było linkowanie do innych stron w celu podniesienia ich pozycji w Google. Typowo ludzkie, prawda? Rezultat jest taki, że zewsząd atakują nas kompletnie bezwartościowe strony internetowe, śmietniki zwane przez “pozycjonerów” zapleczem pozycjonerskim. Stosunkowo niewiele firm stara się aby ich strony “zapleczowe” jakoś wyglądały i dawały prawdziwie wartościową treść. Najczęściej strony zawierają treść albo zupełnie pozbawioną sensu, albo do bólu banalną, albo skopiowaną, albo, i to jest najgorsze, wprowadzającą użytkownika w błąd. Ostatnio moim pierwszym odruchem po wejściu na nową stronę www jest sprawdzenie czy przypadkiem nie jest ona “zapleczem”, co jest dość łatwe do wychwycenia gdy nabierze się odrobinę praktyki.
Parę dni temu wpadłem jednak na proceder, który moim zdaniem jest nawet bardziej obrzydliwy od tworzenia bezwartościowych stron zapleczowych. Jest nim kupowanie i sprzedawanie… wpisów na forach. Mowa o tzw. “marketingu szeptanym”. Tradycyjne formy reklamy stają się powoli niewystarczające, a często stosunek ceny do efektywności bywa mało satysfakcjonujący. Można więc “zatrudnić” sobie kogoś do pisania na forach i reklamowania naszej strony. Osoba taka podaje się za zadowolonego klienta czy po prostu użytkownika danej strony podczas gdy wcale nim nie jest… Cena takiej działalności jest naprawdę przystępna i 100 wpisów na 20-30 forach można kupić już za ok. 100zł.
Nigdy nie byłem specjalnym fanem wszelkiego rodzaju for, staram się też unikać czytania komentarzy internautów pod artykułami, bo z reguły są one strasznie głupie i w zasadzie cały czas takie same. Odkąd jednak wpadłem na proceder pisania postów na forach na zamówienie, z zaciekawieniem przejrzałem kilka for pod tym właśnie kątem. Myślę, że 60-70% wpisów chwalących jakąś konkretną firmę, portal czy stronę www jest pisana na zamówienie…
Oczywiście od razu gdy spotkałem się z procederem pisania postów na forach na zamówienie, niezwłocznie z niego skorzystałem. Ciekawe jaki będzie efekt…
