
Bo to co nas podnieca...
Tak się mało fajnie złożyło, że na wiosnę tuż obok mojego domu ruszyła budowa. Sąsiad wymyślił sobie, że jego dom stanie w minimalnej dopuszczalnej odległości i ściana będzie oddalona od granicy działki o 4 metry. Ponieważ pracuję w domu, całe dnie umila mi teraz ryk generatora prądotwórczego, szlifierek, betoniarki i innych tego typu sprzętów. A gdy sprzęty przez chwilę nie pracują mam okazję posłuchać budowlanego „języka branżowego” i wielu ciekawych wymian zdań na bardzo niekiedy bulwersujące tematy.
Dzisiaj w przerwie na drugie śniadanie wśród dzielnych budowniczych rozgorzała dyskusja na temat pracy przewodników turystycznych. Właściwie ciężko nazwać to dyskusją, ponieważ wszyscy byli bardzo zgodni. Otóż okazało się, że ci niedobrzy przewodnicy, podczas wycieczek zachwalają restauracje i sklepy, z których później otrzymują prowizję. Takie zachowanie zdaniem naszych budowlańców jest absolutnie bulwersujące (chociaż szczerze mówiąc użyli innego słowa). Wątpię aby drodzy budowlańcy budujący dom sąsiada zdawali sobie sprawę z tego, że przewodnicy dostają prowizję od obrotu na „swoich turystach” nie tylko w restauracjach i sklepach. Dostają ją prawie od wszystkiego co polecają. Od wypożyczalni samochodów przez Aqua Parki po dyskoteki. Niby jest to tajemnica, ale każdy średnio inteligentny człowiek powinien zdawać sobie z tego sprawę. Reklama jest dziś droga i prawie nikt nie reklamuje czegoś za darmo. Ja nie widzę w tym nic dziwnego, ale pewnie wynika to z tego, że sam przez 5 lat byłem rezydentem biura podróży i w zakresie obowiązków miałem też bycie przewodnikiem…
Prowizja – to słowo wzbudza dzisiaj wiele emocji. Moim zdaniem nie powinno. Co w tym dziwnego, że przewodnik czy rezydent poleca sklep, który płaci mu jeśli ktoś z jego polecenia coś tam kupi? Tak dzieje się w każdym atrakcyjnym pod względem turystycznym miejscu od Barcelony po Rzym. Mając wybór między polecaniem sklepu, który mu nie płaci i takiego który płaci powinien polecać ten, który nie płaci? Dlaczego? Ponieważ ten, który nie płaci ma niższe ceny / lepsze produkty niepotrzebne skreślić? To chyba nie na w tym świecie. Dziś prowizje są obecne wszędzie i czasem mam wrażenie, że więcej ludzi żyje z prowizji niż z produkcji. Lekarze przepisują konkretne leki ponieważ dana firma farmaceutyczna wypłaca im za to prowizję w postaci wczasów w egzotycznym kraju… przepraszam, chciałem powiedzieć „konferencji naukowej”. Marża, którą narzucają sklepy też tak naprawdę jest prowizją za to, że komuś się chciało ruszyć tyłek i przywieźć towar z hurtowni tak aby szanowny klient miał go pod nosem w sklepiku osiedlowym.
————
REKLAMA
Planujesz wakacje? Sprawdź link Chorwacja noclegi, a znajdziesz wiele interesujących ofert wynajmu apartamentów i domków.
A może apartamenty Włochy w regionach takich jak Toskania, Liguria czy Umbria? W takich miejscach wczasy muszą być po prostu niezapomniane!
————
W dzisiejszych czasach rezydent biura podróży i, w mniejszym stopniu, przewodnik turystyczny to tak naprawdę kolejna platforma reklamowa, którą się kupuje. Rezydenci często 70-80% swoich zarobków osiągają z prowizji od polecanych sklepów/restauracji/itd. oraz prowizji ze sprzedaży tzw. „wycieczek fakultatywnych” podczas których turyści niczym stado baranów są wożeni po „największych atrakcjach” danego regionu i grzecznie robią co im się każe. Czasem miałem ochotę zanim autobus się zatrzymał powiedzieć, że lokalna tradycja nakazuje aby każdy kto zatrzymuje się w danym miejscu, wysiadając z autokaru podskoczył, przykucnął, a następnie splunął przed siebie. Jestem pewny, że 80-90% „turystów” by to zrobiła, a ja miałbym niezły ubaw. Żałuję, że nie przeprowadziłem tego eksperymentu.
Żyjemy w czasach kiedy 40-60% ceny niemal wszystkich towarów i usług to wszelkiego rodzaju prowizje. Im większą dajesz prowizję temu kto ma później sprzedawać Twój towar, tym większy zapał do sprzedaży osoba ta wykazuje. Czyli paradoksalnie im jakiś towar lub usługa obciążony jest wyższą prowizją tym lepiej się on sprzedaje… A kto za to płaci? Ja płacę, Pan płaci, Pani płaci…
Budowlańcy czepiają się biednego przewodnika, ale o agencie, który sprzedał im wycieczkę i wziął za to 15-20% jakoś nic nie mówią…
