PZPN, PZPN, niech żyje PZPN

Nie mogłem się wczoraj powstrzymać i zacząłem oglądać ostatni mecz eliminacji do MŚ z udziałem polskich kopaczy. Piłka nożna to sport, w którym szukanie zawodnika z poziomem IQ chćby zbliżonym do średniej jest jak szukanie igły w stogu siana. To samo dotyczy zresztą ludzi, którzy polską piłką zarządzają. Ciężko się dziwić skoro w większości są to byli piłkarze… Robi się później z tych piłkarzy olbrzymie gwiazdy, płaci się im za bezsensowne kopanie piłki jakieś kuriozalnie wielkie pieniądze, a oni w dalszym ciągu zachowują się jak idioci. Kiepska sprawa… Zwłaszcza, że w naszej rodzimej piłce niski poziom inteligencji idzie w parze z niskimi umiejętnościami piłkarskimi co daje naprawdę dziwną mieszankę.

Wracając jednak do wczorajszego meczu, muszę powiedzieć, że “widowisko” przebiło wszystko co dotąd widziałem i okrutnie obnażyło poziom władz piłkarskich i organizatorów. Niby mecz międzynarodowy o punkty. Niby eliminacje do MŚ. Niby w kraju, który piłkę narodową uważa za sport narodowy. A tutaj: boisko nieodśnieżone i bielutkie, mimo tego, że murawa podgrzewana; piłka na biały śnieg wybrana żółta i kompletnie niewidoczna (ponoć były też czerwone, ale bez atestu… a jakże); kibiców brak, stadion pusty i smutny. Chyba więcej kibiców przychodzi w San Marino na mecze swojej reprezentacji choć ich wynik jest w zasadzie z góry wiadomy. Tymczasem PZPN sobie trwa, pan Lato (były piłkarz jakby nie było) twierdzi, że wszystko jest OK i żadnego bojkotu reprezentacji nie ma. To ile osób musiałoby przyjść na mecz, żeby uznać, że jest bojkot? 3? A do tego nowy pan trener z nową, wspaniałą koncepcją gry, który po przegranych meczach twierdzi, że przecież graliśmy naprawdę dobrze. Teraz też pewnie mówi (nie wiem, nie chce mi się czytać komentarzy pomeczowych), że graliśmy doskonale i z poświęceniem. Może i graliśmy. Nie wiem bo nie widziałem piłki.

A w ogóle to wszystko wskazuje na to, że Słowacy wzięli sobie do serca słowa Lewandowskiego o motywacji ze strony Słoweńców i sami postanowili naszą drużynę “jakoś” zmotywować. To by tłumaczyło jedynego gola, który wpadł w tym meczu. Gratulacje dla Gancarczyka, że stał się bohaterem narodowym Słowacji.

Comments are closed.