I znowu mamy święta. Część osób wpadła już w świąteczne szaleństwo na początku grudnia (albo i wcześniej), część z przerażeniem stwierdza, że nie ma jeszcze prezentów i nie bardzo wiadomo co kupić, a są jeszcze tacy, którym całe to wariactwo jest obojętne.
Ja jestem gdzieś pomiędzy. Prezenty kupione i zapakowane już 10 grudnia czekają schowane na swą chwilę. Pierniki i pierogi dawno zrobione, ale ze sprzątaniem jeszcze daleko w tyle. W wigilię będzie panika, że jeszcze to i to trzeba zrobić, pół dnia zajmie mi poszukiwanie odpowiedniego obrusa i ozdób świątecznych, by na godzinę przed wigilijną kolacją stwierdzić, że mimo iż połowa rzeczy nie do końca została przygotowana po mojej myśli, to tak i tak jest dobrze.
Wspaniała choinka, udekorowana przez dzieciaki wywołuje na ich buziach niesamowitą radość. Wspólnie zrobiona szopka, to nic że trochę nieudolnie, że jeden z królów ma zeza, drugiemu spada korona z głowy, a krowa wyszła trochę mniejsza od owieczki, to mimo wszystko jest powodem do dumy dla całej rodziny. Rodzice i rodzeństwo przyjadą podekscytowani i naprawdę zadowoleni, że w końcu możemy pobyć przez chwilę razem. I oczywiście wszyscy z niecierpliwością będziemy czekać na moment rozpakowywania prezentów. A najfajniejsze w tym całym dniu są dzieci. I przyznam szczerze, że jak był moment, kiedy święta oznaczały dla mnie jedynie spotkanie przy stole z rodziną, na którym będzie mnóstwo potraw, które potem będziemy kończyć przez dwa dni, tak teraz nie mogę się ich doczekać. A wszystko przez dzieci, które na klika dni przed świętami chodzą podekscytowane i szczęśliwe, że już zaraz będzie Boże Narodzenie. Ich niesamowita ekscytacja, zaczerwienione policzki przy rozpakowywaniu prezentów i zachwyt, jak już zobaczą co dostały są najcenniejsze. I nie potrafię sobie wyobrazić roku bez tych kilku dni, kiedy wszystko wydaje się po prostu lepsze i piękniejsze.
Wszystkiego najlepszego z okazji świąt!
